Odjazdowy Bibliotekarz w Łodzi – moja relacja

Odjazdowa Łódź już za nami. Miałam to szczęście, że udało mi się tam pojawić. :) Przedstawiciele warszawskiego sztabu Odjazdowego stawili się w niedzielę (13 maja) w Łodzi w liczbie sztuk 3 — byłam to ja , Krzysztof Lityński i Marcin Ludkiewicz (wszyscy ze Stowarzyszenia Bibliosfera.org). Celów było kilka. Istotne było dla nas jeszcze raz przyjrzeć się organizacji imprezy, żeby czuć się pewniej przed naszą edycją rajdu. Chcieliśmy nieco pomóc łódzkim organizatorom, no i oczywiście dobrze się bawić. Zdecydowanie nie zawiedliśmy się. Pojechało 119 osób — troszkę więcej niż rok temu. Kiedy spojrzymy na to tak, że w tym roku pogoda nas za bardzo nie rozpieszczała, było zimno, wiało, a rano w Łodzi padało bardzo solidnie, to liczba ta od razu sprawia wrażenie dużo większej. ;) W trakcie przejazdu nieco się przejaśniło, ale zimno było calutki czas. Swoją drogą chyba dobrze się stało, że warszawski Odjazdowy został przeniesiony. W czasie, kiedy miał się pierwotnie odbyć, w Warszawie była straszna ulewa. ;) Miejmy nadzieję, że nie powtórzy się to w najbliższą sobotę, 19 maja.

I to jest miejsce, w którym zapraszam Was na Odjazdowego Bibliotekarza w Warszawie — wszystkich, nie tylko warszawiaków. :) Spotykamy się w samo południe przy Przystanku Książka na Ochocie i jedziemy do Mediateki Start-Meta na Bielanach. Trasę przejazdu znajdziecie na warszawskiej podstronie Odjazdowego Bibliotekarza. Koniecznie przejrzyjcie swoje półki z książkami i weźcie ze sobą te, które chcecie, aby poszły w świat, ponieważ w planach mamy bookcrossing. Książki zbierzemy od Was na starcie, a na mecie każdy będzie mógł poszukać wśród nich czegoś dla siebie. :)

Co jeszcze na mecie? Nagrody i upominki od naszych sponsorów. A poza tym Start-Meta już zadba o to, żebyśmy się nie nudzili. Kto jeszcze tam nie był? Będzie to świetna okazja do zwiedzenia mediateki. Poza tym planowane są różne atrakcje, w tym także dla dzieci — nie wahajcie się więc zabrać przedstawicieli młodszego pokolenia ze sobą. W ogóle weźcie ze sobą rodziny i znajomych. :)

Do zobaczania w sobotę!

PS — w tym roku rajd zaplanowano w prawie 100 miejscowościach (dla przypomnienia: w zeszłym roku pojechało ich 20). Aż strach pomyśleć, co będzie w przyszłym. Może wyjdziemy poza granice Polski? :)

PPS — jeżeli macie za daleko do Warszawy, sprawdźcie, gdzie jeszcze jedziemy w tym tygodniu. Może np. do Krakowa Wam bardziej po drodze? :)


Wykorzystane fotografie są autorstwa Krzysztofa Lityńskiego.

3 komentarze/y do tego artykułu

Badanie satysfakcji — w Polsce też się da!

Udowodniła to Biblioteka Politechniki Poznańskiej. Dokładnie dzień po moim poprzednim wpisie, w którym próbowałam motywować do zmian na podstawie badania satysfakcji użytkowników, biblioteka ta podlinkowała na swojej stronie na Facebooku numer Głosu Politechniki, w którym ukazał się tekst Biblioteka się podoba! Mamy na to dowody Emilii Lepkowskiej i Karoliny Popławskiej (s.18-20).

Dowiadujemy się tam, że spytano użytkowników, czy biblioteka odpowiada im pod względem architektonicznym, oferowanych usług, kompetencji pracowników oraz wyposażenia. Ogólnie wyniki są zadowalające i pozwalają wyciągnąć pozytywnie wnioski. Nie oznacza to jednak, że bibliotekarze postanowili siąść na laurach i teraz już tylko upajać się świadomością zadowolonych czytelników. ;) Na podstawie odpowiedzi w ankiecie planują m.in. stworzyć dodatkowe pomieszczenia do pracy zespołowej.

Bibliotekarze spytali też wprost czytelników o pomysły na poprawę działalności biblioteki. Oczywiście pojawiły się postulaty wzbogacenia zbiorów, co postanowiono realizować stopniowo. W bibliotece pojawi się też więcej pozycji w języku angielskim — to chyba krok w dobrą stronę, szczególnie jeżeli potwierdzony prośbami użytkowników.

Pojawiła się też kwestia zmiany polityki udostępniania (czyli również temat mocno powiązany z moim ostatnim wpisem) — użytkownicy poprosili o wypożyczenia jedniodniowe. Nie wiem, czy mają one zastąpić „długoterminowe” wypożyczenia w przypadku najbardziej chodliwych tytułów, czy też umożliwić wypożyczenie księgozbioru z czytelni. Mam nadzieję, że bibliotekarze z Polibudy Poznańskiej wiedzą. ;) W każdym razie obiecali przemyśleć sprawę. I bardzo dobrze, bo to nie jest rzecz, którą można wprowadzić bez porządnej analizy i zaplanowania wszystkich działań z tym związanych.

Przy okazji Biblioteka Politechniki Poznańskiej wyjaśniła, dlaczego pewnych próśb spełnić nie może, np. ze względu na regulacje UE lub zakazy administratorów budynku. Odroczenie postawienia automatów z napojami o 4 lata może się użytkownikom nie spodobać; szkoda, że podobno nie można nic z tym zrobić… :(

Niemniej wnioski z badań są bardzo pozytywne i motywują do dalszego działania. Co mnie cieszy jeszcze bardziej, to fakt, że bibliotekarze z wyników tych badań wyciągają kolejne wnioski i inspirują ich one do dalszych zmian. Gratulacje! Trzymam mocno kciuki za dalsze ułatwianie życia użytkownikom. :)

Co taka biblioteka może zrobić więcej (poza oczywiście kontynuowaniem takiego postępowania i uczynienia z badań satysfakcji akcji cyklicznej)? Może następnym razem warto poszerzyć zasięg badań i spróbować dotrzeć również do osób, które z biblioteki nie korzystają i spróbować się dowiedzieć, dlaczego? :)

2 komentarze/y do tego artykułu

Jak zwiększyć liczbę usatysfakcjonowanych użytkowników o 30%?

Nie będę pisać o nowych usługach, o zwiększeniu funduszy na zakupy, o nowych budynkach. Okazuje się, że aby zwiększyć satysfakcję użytkowników, czasami może wystarczyć zmiana polityki udostępniania — tak żeby jak najefektywniej móc wykorzystać zasoby.

Najważniejsze to spytać użytkowników, czego potrzebują. Tak zrobiono w bibliotece University of Sheffield w Wielkiej Brytanii. W 2004 r. zbadano ogólną satysfakcję użytkowników; okazało się, że ogólnie zadowolonych z usług było 59% użytkowników (odpowiedzi „dość zadowolony” – 57% i „bardzo zadowolony” – 12%). Poproszono też o wskazanie potrzeb ulepszeń, każdy mógł wybrać dwie odpowiedzi:

Źródło: Plan, implement, review and improve / Heather Thrift, Lynn Sykes

Okazało się, że za najbardziej potrzebną zmianę użytkownicy uznali zwiększenie liczby kopii najpopularniejszych publikacji. Na kolejnych pozycjach (ale z dużo mniejszą liczbą wskazań) znalazło się wydłużenie czasu otwarcia biblioteki w weekend, zorganizowanie większej liczby komputerów, czy zwiększenie liczby książek elektronicznych. Okazało się też, że spore było niezadowolenie spowodowane krótkoterminowymi wypożyczeniami.

Jaki wniosek nasunąłby się Wam pierwszy? Że potrzeba dodatkowych funduszy? A w bibliotece University of Sheffield stwierdzili, że pieniądze nie muszą być odpowiedzią na problemy użytkowników. Przyjrzeli się za to swojej polityce udostępniania zasobów.

Wywnioskowano, że zasady wypożyczeń są zbyt skomplikowane (okres wypożyczenia danego dokumentu zależał od wielu czynników). Po analizach, przemyśleniach, planowaniu, a potem kilku zmianach planu postanowiono usprawnić politykę rezerwacji. Umożliwiono rezerwację egzemplarzy, które nie są w danej chwili wypożyczone (co akurat u nas jest standardem) oraz dostarczanie dokumentów do miejsca wybranego do odbioru przez użytkownika.

Wszelkie zmiany były wprowadzane najpierw pilotażowo, po czym weryfikowano je, oceniano, modyfikowano i znowu testowo wdrażano. Takie podejście do tematu pozwoliło np. zauważyć konieczność wprowadzenia limitu zamówień.

Co jeszcze ważniejsze? W ocenie zmian zawsze liczyły się opinie użytkowników. W końcu od badania ich satysfakcji zaczęły się zmiany — bardzo dobrze, że o tym nie zapomniano.

Co jeszcze zmieniono? Podniesiono kary za przetrzymanie dokumentów wypożyczonych krótkoterminowo, dzięki czemu zaczęto takie zbiory zwracać bez zwłoki; umożliwiono też nielimitowane przedłużanie dokumentów do momentu, kiedy nie zostaną zarezerwowane.

Kolejne zmiany nastąpiły w 2009 r. Postanowiono wypróbować dynamiczne okresy wypożyczenia. Po pierwsze zlikwidowano podział na krótko- i długoterminowe wypożyczenia — od teraz każdy dokument podlegał tym samym zasadom. Po drugie, czas, na jaki można wypożyczyć dokument uzależniono od popytu na niego w danej chwili.

Oznacza to, że jeżeli dokument wypożycza się w sytuacji, kiedy nie czeka na niego nikt inny, dostaje się go na standardowy okres (u nas pewnie by to były 4 tygodnie lub 30 dni). Jeżeli jednak pozycja jest aktualnie „chodliwa” i utworzyła się kolejka oczekujących, okres wypożyczenia zostaje skrócony — w przypadku biblioteki University of Sheffield do 2 lub 4 dni (w zależności od statusu studenta).

Ryzykowne? Wypożyczenia na 4 dni mogą wzbudzić niezadowolenie czytelników? Pewnie mogą. Oczywiście to sprawdzono. Okazało się, że po tych zmianach 89% użytkowników zadeklarowało ogólne zadowolenie z usług biblioteki — jest to o 30% więcej niż 5 lat wstecz. A jak oceniono same dynamiczne okresy wypożyczenia? Aż 90% użytkowników uznało to za udogodnienie.

W pierwszej chwili takie rozwiązanie może wydać się skomplikowane. Ale przypomnijmy sobie, jak jest w naszych bibliotekach akademickich. Często czas wypożyczenia zależy od kombinacji statusu użytkownika i dokumentu, co sprawia, że mamy wiele kombinacji. I od razu rozwiązanie z Sheffield wydaje się prostsze, prawda? ;)

Nie wiem, czy sprawdziłoby się u nas. Nie sądzę, żeby dynamiczny okres wypożyczenia miał sens w przypadku bibliotek publicznych. Ale w innych (przede wszystkim akademickich)? Może warto to sprawdzić? Przede wszystkim warto wykorzystać strategię z Sheffield: badać zadowolenie użytkowników, ulepszać na tej podstawie swoje usługi, wprowadzać zmiany na próbę, analizować sytuację po zmianach, ulepszać je i znów badać satysfakcję czytelników. I wcale nie musimy do tego potrzebować milionów. ;)

3 komentarze/y do tego artykułu

Tydzień e-książki 2012 — podsumowanie

Jak promowaliście e-booki w bibliotekach?

Oj, promowaliście, promowaliście. :)

W ramach przypomnienia: święto na świecie obchodzi się od 2004 r., od zeszłego roku jako bibliosfera.net namawiamy biblioteki do przyłączenia się do obchodów. :) Podsunęliśmy szczyptę pomysłów i materiałów, a bibliotekarze na tej podstawie robili różne cuda, aby namawiać do świętowania swoich czytelników i przekonywać, że nie taki e-book straszny. :)

Część z Was umieściła materiały przygotowane przez siebie i zdjęcia na tablicy facebookowego wydarzenia. Dostawaliśmy też informacje drogą e-mailową. A niektórzy się w ogóle nam nie pochwalili, tylko po prostu zorganizowali akcję u siebie, ewentualnie umieszczając zdjęcia lub informacje na swoich stronach internetowych. :)

Plakaty Waszej roboty

Plakat podrzucony na stronę wydarzenia przez Marcina Augustyniaka.

Plakat Magdy Szuflity, który tak się spodobał, że został wykorzystany również na dwóch blogach: eksiazki.org i Litera Lubi Cyfrę.


Koszalińska Biblioteka Publiczna (o której już kiedyś pisałam) postawiła na ekologiczność e-książek, przygotowała w tym duchu plakaty i ulotki; materiały przysłała nam Magdalena Młynarczyk.

Gazetki, wystawki

Plakaciki „Czy wiesz, że…” rozwieszone w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Murowanej Goślinie; stroną startową na bibliotecznych komputerach były wolnelektury.pl; zdjęcie podrzucone przez Natalię Kazuś.

Gminna Biblioteka Publiczna w Świerklańcu poza plakacikami wywiesiła (nie mylić z „powiesiła” ;)) całkiem dużego Sowę Alojzego.

Biblioteki pedagogiczne jak zwykle nas nie zawiodły i włączyły się do akcji – wystawka Biblioteki Pedagogicznej w Nisku.

Biblioteka Pedagogiczna w Ostrowi Mazowieckiej w trakcie promowała też audiobooki, które ma w swoich zbiorach.

Miscellanea ;)

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Murowanej Goślinie przygotowała ulotki – zdjęcie podrzucone przez Natalię Kazuś.

Biblioteka Szkolna w Gimnazjum w Lewkowie miała dla czytelników poza ulotkami cukierki z przyczepionymi karteczkami z adresem Wolnych Lektur - świetny pomysł, szczególnie do biblioteki szkolnej. :) O Tygodniu E-książki uczniowie dowiadywali się też dzięki pulpitom z Sową Alojzym;  zdjęcia podrzucone przez Magdalenę Knappe.

Publiczna Biblioteka Pedagogiczna w Koninie przerobiła naszą listę źródeł darmowych e-booków do bardziej graficznej formy, uzupełniając je o loga rekomendowanych serwisów.

Spotkanie dla użytkowników zorganizowała Biblioteka Publiczna w Dzielnicy Ursus m.st. Warszawy. Była mowa o czytnikach, tabletach, różnicach między nimi; czytelnicy mogli też się dowiedzieć skąd brać e-książki. Każdy mógł wypróbować czytniki zakupione niedawno przez bibliotekę w celu udostępniania ich czytelnikom.

Paulina Milewska z Biblioteki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi stworzyła prezentację Prezi z ciekawostkami na temat książek elektronicznych.

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie też wykazała się inwencją. Powstała animacja promująca bazy e-booków w BUW-ie. Bardzo pomysłowe – zdecydowanie warto zobaczyć. :)

To nie wszystko…

Oczywiście nie są to wszystkie biblioteki, które świętowały ze swoimi użytkownikami Tydzień E-książki 2012. Nie napisałam o Waszej bibliotece? Piszcie w komentarzach, chwalcie się, dzielcie się linkami do zdjęć! :)

Który pomysł lub realizacja najbardziej Wam się podoba? :)

Aktualizacja (07.04.2012)

Już po napisaniu podsumowania dostaliśmy mailem dowód świętowania Tygodnia E-książki w bibliotece PWSZ w Głogowie. Bibliotekarki przygotowały plakat oraz koszulki z Alojzym z czytnikiem pod pachą. Oto dowód:

Zdjęcie przysłała nam Sylwia Myśliwiec.

Dobra robota! :)

0 komentarzy, czekam na Twój

Metro i mediateka na Ursusie?

Akt 1

Czwartek, godz. 10.25. Wysiadamy z autobusu na warszawskim Ursusie.

Krzysztof: – Przydałoby się, żeby metro tu dojeżdżało.
Ja: – Mhm…

Akt 2

Ten sam czwartek, ok. godz. 14.00, przemieszczamy się przez Ursus na piechotę. Widzimy człowieka w koszulce z logo warszawskiego metra (roboczo nazwijmy go Człowiekiem w Koszulce). Podchodzimy.

My: – O, zbieracie podpisy w sprawie metra na Ursusie?
Człowiek w Koszulce: –  Tak, między innymi w sprawie metra. Ale nie tylko. Chcielibyśmy też na przykład, żeby w dzielnicy powstała nowoczesna mediateka.

Podoba nam się! Czytamy postulaty i oczywiście podpisujemy petycję. :)

Kurtyna


PS – Kwestie przypisane poszczególnym osobom mogły zostać sparafrazowane, jednak autorka dołożyła wszelkich starań, aby zachować sens zgodny z intencjami osób wypowiadających się. :)

PS2 – Niestety, petycji nie udało mi się znaleźć w Internecie. :( A może to znaczy, że ktoś uderzając w nasz czuły punkt – biblioteki – sprytnie wyciągnął od nas dane osobowe?


Wykorzystana fotografia: Metro sign / grotos (lic. CC-BY)

0 komentarzy, czekam na Twój

Czytanie e-booków to nie zdrada

Od wczoraj świętujemy Tydzień E-książki (4-10 marca 2012). Nie wiem, czy w związku z tym, czy zupełnie przypadkiem, ale w sobotę na stronie wyborcza.pl pojawiły się dwa teksty mniej lub bardziej związane ze sprawą książek elektronicznych.

Pierwszy z nich o tytule „Czy e-booki zjedzą kota?” wywołał dyskusję, która zmotywowała mnie do napisania tego wpisu. Michalina Miedzianowska – znajoma orędowniczka e-booków – linkując do artykułu, zwróciła uwagę:

Kiedy ludzie nauczą się, że książka to treść, a nie zapach papieru czy szelest kartek???

Przyznaję, że sama nie odebrałam tekstu jako ataku na książki elektroniczne. Dla mnie jest to tekst przede wszystkim o kocie Dantem z wrocławskiego antykwariatu. Mam raczej wrażenie, że tekst sobie, a tytuł sobie – w założeniu może miał być kontrowersyjny. I wyszedł taki potworek. ;) Ani to moim zdaniem kontrowersyjne, ani zabawne, ani ładne…

Podejście podobne do stwierdzenia Michaliny można znaleźć w drugim tekście na stronie Wyborczej, w którym przedstawione są argumenty za e-bookami – Miłady Jędrysik i przeciw – Wojciecha Orlińskiego.

Nie wiem, czy kocham e-booki. Trudniej je kochać niż książki papierowe, choć może przemawia przeze mnie ewolucyjne uprzedzenie. W końcu liczy się treść, a wrażenie, myśl, które pozostają po lekturze książki elektronicznej, nie różni się od efektów z papieru.
(Miłada Jędrysik)

Ani Michalinie, ani Miładzie Jędrysik, ani mnie nie chodzi o to, żeby nie czytać książek w tradycyjnej formie. Chodzi o to, żeby dostrzec zalety książki, które nie kończą się na zapachu papieru i druku oraz szeleście kartek, a które oddaje też ta w formie elektronicznej.

Dyskutując z Michaliną na Facebooku doszłyśmy do wniosku, że kiedyś pewnie równie krytykowane były kodeksy, które ostatecznie wyparły zwoje, nie mówiąc już o rewolucji druku. W końcu nie tylko wypierał on książkę rękopiśmienną, ale też umożliwiając im większy zasięg, zmniejszał elitarność.

To, że jeszcze nie przywykliśmy do elektronicznej formy książki, nie znaczy, że jest ona czymś złym. Szczególnie, że często nie lubimy jej, zanim spróbujemy się zaprzyjaźnić, np. utożsamiając je z koniecznością czytania z ekranu komputera (na co zwróciła uwagę Michalina).

E-booki mogą świetnie uzupełniać czytanie książek tradycyjnych, np. w przypadku wyczerpanego nakładu, czy przy zakupie pozycji, które musielibyśmy sprowadzać zza granicy.

Może warto podczas Tygodnia E-książki przyjąć społeczną funkcję ewangelizatora e-booków, pogromcy mitów na ich temat? Przede wszystkim nie dajmy sobie wmówić, że czytanie e-booków jest zdradą dokonywaną na książkach papierowych, które przecież uwielbiamy. :)


Wykorzystana fotografia: Kindle 3 / kodomut (lic. CC-BY)

11 komentarze/y do tego artykułu

Przytul bibliotekarza. A może lepiej nie…?

Polska Wikipedia nic o tym nie mówi. W anglojęzycznej Wiki też nic na ten temat nie znalazłam. Wie, że 1 marca urodził się Justin Bieber (1994 r.), że tego dnia w Białymstoku odnotowano rekordowo niskie ciśnienie atmosferyczne (2008 r.; to w polskiej Wiki), ale nie wspomina o… międzynarodowym dniu przytulania bibliotekarzy. ;)

Święto istnieje za to wśród wydarzeń Facebookowych.

Wszystko OK. Przynajmniej do czasu kiedy będziemy przytulani przez rodzinę, bliskich znajomych, może nawet tych mniej bliskich – czemu nie, może być miło. Przytulanie się bibliotekarzy w pracy może nawet stworzyć nieco cukierkową atmosferę (byle bez przesady).

Ale co zrobicie, jeżeli podejdzie do Was zupełnie obca osoba (taki czytelnik) i zechce Was przytulić? :> Uciekniecie, przytulicie go, a może naślecie go na kolegę/koleżankę po fachu? ;)

Bądźcie gotowi na przytulanie, ale weźcie pod uwagę, że umiejętność odpierania przytulastych ataków też może okazać się przydatna. A może w tym dniu wolelibyście jednak poprzytulać książki? ;)

Wykorzystana fotografia: free hugs / Riccardo Bandiera (lic. CC-BY-NC)

4 komentarze/y do tego artykułu

Library anxiety, czyli „nie ma rewersów”

Od kilku lat zastanawiam się, do jakiej biblioteki prowadzą dokładnie 4 schody, za szklanymi drzwiami czai się szatnia i – co kluczowe – nie ma w niej rewersów. Słowem – głowię się, o jakiej bibliotece śpiewają Naczynia. W końcu postanowiłam zapytać u źródła, w świat poszedł więc mail:

Drogie Naczynia!

Od dawna (od czasów, kiedy piosenka latała w Radiu BIS) zastanawiam się nad genezą powstania „Nie ma rewersów”. Jak dotąd nie trafiłam na skomputeryzowaną (jak wnioskuję po fakcie braku rewersów) bibliotekę, do której prowadzą dokładnie cztery schody, za którymi następują szklane drzwi… ;)

Pomożecie mi rozwikłać zagadkę? Czy piosenka powstała na skutek rzeczywistej bibliotecznej traumy („library anxiety” – jak to określają mądre czasopisma ;))? Jaka biblioteka została opisana w piosence? ;)

Proszę Was bardzo o wyjaśnienia, bo mnie w końcu skręci z ciekawości. :)

Jakże błędne okazały się moje założenia! Tytułowy brak rewersów nie oznaczał wcale komputeryzacji, ale konieczność wypisywania – że tak to ujmę – rewersów bez użycia rewersów. ;) Oto odpowiedź, jaką otrzymałam:

[...] Jeżeli chodzi o genezę powstania piosenki, odnosi się ona bezpośrednio do Biblioteki UMCS w Lublinie, sytuacja opisana w piosence jest w stu procentach prawdziwa. Tam są schody (szczerze powiem nie jestem pewien czy cztery, ale jest to prawdopodobne) duże szklane drzwi, za drzwiami jest szatnia i Pani Szatniarkia nie przyjęła ode mnie kurtki gdyż nie miałem wieszaczka :)  więc postanowiłem nie zostawać w czytelni, tylko zamówić książki które były mi potrzebne, jak podszedłem do wypożyczalni okazało się że nie ma papierowych rewersów do zamawiania, a biorąc pod uwagę że piosenka powstała ho ho ho jakieś 10 lat temu jak nie lepiej, trzeba wiedzieć iż cały katalog biblioteczny nie był jeszcze skatalogowany cyfrowo, więć trzeba było wypisywać ręcznie rewersy, ot i cała historia
:)

A może ktoś z Was wie, czy do Biblioteki UMCS prowadzą rzeczywiście 4 schody? :)

4 komentarze/y do tego artykułu

O losach znajomych dowiesz się z… facebookowego profilu biblioteki

Na Facebooku śledzę wiele bibliotecznych profili. Żeby wiedzieć, co się dzieje w bibliotekach, ale także w celu przyglądania się, w jaki sposób są te strony prowadzone. Nie we wszystkich obserwowanych bibliotekach kiedykolwiek byłam. Nie przeszkadza mi to je lubić. :)

Na przykład taka biblioteka w Piekarach Śląskich. Nigdy w niej nie byłam (co oczywiście planuję zmienić, może wiosną lub latem się uda :)), ale na imprezach organizowanych przez FRSI, Targach Książki w Katowicach i przede wszystkim w różnych miejscach w Internecie widzę, że biblioteka działa. I o swoim działaniu mówi głośno. Podoba mi się to.

Niedawno okazało się, że tablica takiej (nigdy nie odwiedzonej) biblioteki może być źródłem nieoczekiwanych wiadomości. Biblioteka zapraszała na spotkanie z muzyką, prowadzone – jak się okazało – przez koleżankę, której nie widziałam kilka lat. Na tablicy podlinkowano do informacji o spotkaniu, a także o samej prowadzącej.

W ten sposób dowiedziałam się, jak potoczyła się kariera osoby, z którą straciłam kontakt kilka lat temu. I tu nasuwa się wniosek, że nawet jak nie szukasz informacji, to biblioteka i tak Ci ją dostarczy. Przyjemnie, nieprawdaż? ;)

0 komentarzy, czekam na Twój

Odjazdowa czy nie?

Paula Milewska w prezentacji dotyczącej Odjazdowego Bibliotekarza twierdzi, że żeby dołączyć do grona odjazdowych wystarczy mieć dwa kółka i chęć. Nie zgodzę się. Wystarczy sama chęć. ;)

Nie trzeba mieć roweru – zawsze przecież można pożyczyć. W zeszłym roku Krzysztof Lityński pojechał do Łodzi na Odjazdowego bez dwóch kółek. I co? I organizatorki (oczywiście poproszone z wyprzedzeniem) zorganizowały rower, na którym przejechał trasę. :)

Ja stanowię jeszcze bardziej skrajny przypadek. Otóż nie będąc miłośniczką jazdy na rowerze, jestem wielką fanką samej akcji. Mam więc chęci. No i okazało się, że tacy też się przydają.

W zeszłym roku w Łodzi Odjazdowemu towarzyszyła akcja bookcrossingowa. No i potrzebne były osoby „nie odjazdowe”. Książki przeznaczone do wymiany trzeba było zebrać przed odjazdem, dostarczyć na metę i jeszcze w czasie przejazdu odjazdowych nakleić wlepki i wprowadzić tytuły (chociaż szczątkowo) do bazy bookcrossingowej.

W tym roku znów są potrzebni ludzie „nie tylko od jeżdżenia”, ale także do organizacji imprezy (ale jedno nie wyklucza absolutnie drugiego; w końcu główna organizatorka, Paula Milewska jechała w obu edycjach). Jeżeli w Waszych miastach nie planuje się Odjazdowego, może warto coś z tym zrobić?

W październiku zadeklarowała się Warszawa, w grudniu Olsztyn. Może ktoś z Was włączy się w organizację imprezy w tych miastach? A może w kolejnym miejscu? Know-how dostaniecie od Pauli Milewskiej i zapewne innych organizatorów zeszłorocznej edycji.

Bo wystarczy chcieć. :)

Więcej o akcji:

1 komentarz, dołącz do dyskusji

Wp Plugin by capn3m0